Strażak ryzykował życie, by ocalić jelonka
2010-02-22 15:38:39
W okolicach Czernichowa pod małym jelonkiem załamał się lód. Zwierzątko wpadło do lodowatej wody i utonęłoby, gdyby nie pomoc strażaków z Czernichowa i Wołowic
fot. Zdjęcia z archiwum gminy Czernichów
Zwierzę topiło się kilkanaście metrów od brzegu. Trzeba było jakoś tam dotrzeć. Na ochotnika zgłosił się druh Jarosław Czekaj. Był najlżejszy, więc najlepiej się nadawał. Żeby dosięgnąć jelonka, nie wystarczyły dwie 10-metrowe drabiny.
– Dobrze, że wziąłem ze sobą śrubokręty. Wbijane w lód, dawały mi oparcie oraz pomagały wolno przesuwać się i pokonać ostatni odcinek – mówi pan Jarosław.
Strażaka cały czas asekurowało dwóch kolegów stojących na brzegu i czterech na skarpie. Trzymali linę od uprzęży alpinistycznej druha, na wypadek gdyby lód się załamał.
– Gdy dotarłem do jelonka, byłem już kompletnie przemoczony. Bałem się, że zacznie on wierzgać i nie będę mógł go wyciągnąć, ale ten zamarł w bezruchu. Obwiązałem zwierzę liną i razem wróciliśmy na brzeg – opowiada pan Jarek.
Uratowanego zwierzaka przewieziono do kotłowni Marcina Zabagły, strażaka z Czernichowa. Tam otulony w koce pomału dochodził do siebie. Dostał siano, kukurydzę, sól do lizania. – Wkrótce miał tyle wigoru, że kopiąc i wierzgając, zdemolował całe pomieszczenie – śmieje się pan Marcin.
Uratowany jelonek wrócił na wolność.
Anna Kozioł