Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » do poczytania  » Zamiast befsztyka świerszcz z rusztu

Zamiast befsztyka świerszcz z rusztu

2012-01-24 16:00:00

do poczytania

Grecy i Rzymianie jadali marynowaną w winie i glazurowaną w miodzie szarańczę, Indianie zajadali się mrówkami, a ryż z osami na ciepło był ulubionym daniem japońskiego cesarza Hirohito. A jak jest teraz? Kto na obiad je robale?
fot. macloo / flickr.com
Świat zajada się insektami

Badania pokazują, że aż 80 procent populacji żywi się robakami. Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa istnieje ponad 1400 gatunków jadalnych insektów, które są regularnie spożywane przez mieszkańców 90 krajów Azji, Ameryki Łacińskiej i Afryki. Na czarnym kontynencie aż 85 procent ludności traktuje gąsienice jako główne źródło białka. Tylko w menu mieszkańców Meksyku znajduje się aż 200 gatunków owadów, które można dostać zarówno na targu jak i w eleganckiej restauracji. Moda na jedzenie insektów czyli entomofagia powoli dociera także do Europy. Włosi na przykład zajadają się chrabąszczami i - Casu marzu czyli serem z owczego mleka wraz z wyhodowanymi w nim larwami. Na Wyspach Brytyjskich natomiast, tak zasmakowano w amazońskiej mrówce, że zaczęto określać ją mianem „kawioru z Kolumbii”.

Mimo powoli zmieniających się nawyków żywieniowych wiele osób wciąż traktuje jadalne owady wyłącznie jako jednorazowy kulinarny wyskok dopuszczalny jedynie podczas egzotycznych wojaży. Są i tacy, którzy w ogóle nie są w stanie wyobrazić sobie robaka w roli głównego dania. Ze stereotypem obrzydliwego insekta walczą szefowie kuchni, autorzy książek o gotowaniu nietypowych potraw i internetowe strony dla smakoszy stawonogów. Okazuje się bowiem, że larwy, pędraki i świerszcze, odpowiednio przyrządzone mogą pozytywnie zaskoczyć nawet najbardziej opornych.

Na deser kandyzowane koniki i mrówki w czekoladzie

Escamoles czyli jaja gigantycznej czarnej mrówki (Liometopum), choć może trudno w to uwierzyć, mają przyjemny maślano-orzechowy posmak, a z wyglądu przypominają twaróg. W Meksykańskich restauracjach zasmaża się je na maśle z cebulą, czosnkiem i chili i dodaje np. do tacos i omletów. Turyści zamawiając takie danie w lokalnych barach często nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że właśnie skosztowali słynnych escamoles. Termity z rusztu (jedzone głównie w Afryce i w niektórych częściach Indonezji) mają aromat orzechów laskowych. Przysmakiem mieszkańców Nowej Gwinei i Malezji są natomiast larwy sagowców. Dorodne, pulchne osobniki mierzą ok. 6 cm, a znaleźć je można w pniu palmy sago (stąd ich nazwa). Na lokalnych rynkach sprzedawane są żywe, zapakowane w niewielkie, foliowe torebeczki. Wprawdzie nadają się do jedzenia na surowo (po uprzednim oderwaniu głowy wyposażonej w szczypczyki), ale znacznie łatwiej przychodzi spożycie ich po usmażeniu i z dodatkiem sosu vinegret.

Przeciętnego Europejczyka do skonsumowania pluskwiaka pewnie musiałaby zmusić ekstremalna sytuacja. Za to mieszkańcy południowej Afryki smażą te insekty odarte z pancerzyków np. na truflowym oleju i raczą się nimi zupełnie dobrowolnie twierdząc, że w smaku przypominają małże. Z jaj niektórych gatunków tych żyjątek przyrządza się także ahuahutle, czyli "meksykański kawior" - ekskluzywny przysmak, którego cena dochodzi nawet do 80 euro za 100 gram. Tańsze są konserwowane osy sprzedawane w puszkach w japońskich marketach. Dodawane do ryżu i podawane na ciepło tworzą coś w rodzaju oryginalnego risotto. Koktajle zaś Japończycy zwykli urozmaicać inago czyli kandyzowanymi konikami polnymi. Konik polny z tym, że panierowany w cieście z jajka, mąki, mleka i proszku do pieczenia, a następnie smażony na głębokim oleju z dodatkiem chili jest z kolei typowym tajskim przysmakiem. W krajach azjatyckich owady te są również smażone z dodatkiem czosnku, pieprzu kajeńskiego, chili lub sosu sojowego. Nadziane na patyk zastępują szaszłyki. W Ameryce Łacińskiej zamiast prażonej kukurydzy kupuje się natomiast pieczone odwłoki mrówek grzybiarek.

Insekty wykorzystywane są również do przyrządzania alkoholi. W jednej z meksykańskich restauracji w Nowym Yorku do dekoracji kieliszka margarity używa się sproszkowanego konika polnego zmieszanego z solą i przyprawami. W południowej Afryce– suszone na słońcu gąsienice ćmy królewskiej serwowane są jako słona przekąska do piwa. Za to w Azji pożądanym i nielegalnym rarytasem jest wietnamska wódka ze skorpionami.

Robale pomogą się zakochać

Jedzenie owadów może być nie tylko ucztą dla podniebienia, ale także szansą na zwiększenie miłosnego apetytu. Znanym w Kolumbii i Wenezueli afrodyzjakiem jest catara – pikantny sos, którego głównym składnikiem są gigantyczne amazońskie mrówki (Atta laevigata). Odkryli je ponad pół wieku temu Indianie Guanes. Co roku, na wiosnę wywabiają je z podziemnych kryjówek tupaniem, a następnie odurzają dymem i zbierają. Mrówki te chętnie jedzone są także w postaci słodkiej przegryzki. Zanurzone w belgijskiej czekoladzie sprzedawane są również w sklepach internetowych. Czarne mrówki z rodzaju Polyrachis zaś, smakujące niczym papryczki chili, zatapiane są w miętowych lizakach, których zjedzenie podobno przywraca energię. Dla wzmocnienia można sięgnąć także po japońskiego szerszenia zatopionego w buteleczce z miodem. Zwierzę to posiada enzymy odpowiadające za wzrost siły i zwiększenie witalności, które przenikają do miodu. Zjedzenie specyfiku nie tylko pobudza, ale jest również ucztą dla zmysłów. Smak substancji produkowanej przez szerszenia jest ponoć wyjątkowy i przypomina aromat brendy lub porto. Za rarytas uznawana jest również spadź wyciskana z mrówek meksykańskich (Myrmecocystus mexicanus) zwanych mrówkami miodowymi. W chłodne dni tę słodką substancję magazynują w swoich wolach „robotnice cysterny”. Zapasy wykorzystywane są do karmienia pozostałych mrówek, w lecie, gdy żerowanie staje się trudniejsze, a zapotrzebowanie na pożywienie wzrasta.

Jedz owady, uratuj świat

Do jedzenia insektów zachęcają nie tylko szefowie kuchni, ale i naukowcy. Twierdzą oni, że wprowadzanie owadów na stałe do naszego menu mogłaby przynajmniej częściowo rozwiązać problemu głodu na świecie. Z obliczeń badaczy wynika, że na jednego człowieka przypada aż 40 ton insektów żyjących w przyrodzie. Gdyby tego było mało to i tak „hodowla” robaków jest tańsza i efektywniejsza od hodowli bydła i trzody. Naukowcy z Netherlands Wageningen University odkryli, że z 10 kilogramów paszy można wyhodować aż 9 kg szarańczy, a tylko 1 kilogram wołowiny, 3 kg wieprzowiny i 5 kg kurczaka. Oznacza to, że przejście na owadzią dietę pozwoliłoby wytworzyć więcej żywności potrzebnej chociażby w krajach trzeciego świata. Badania udowodniły, też że robaki są niekiedy bogatsze w substancje odżywcze od mięsa i ryb. W 100 gramach suszonych gąsienic jest ok 53 gramów białka. Koniki polne choć mają o 4 procent mniej protein, niż wołowina to zawierają aż trzy razy mniej tłuszczu. Owady są również bogatym źródłem węglowodanów i witamin. Świerszcze dostarczają wapnia i są trzykrotnie bogatsze w żelazo niż befsztyk. Pierwiastek ten znajdziemy też w potrawach z termitów. Larwy jedwabników zaś to źródło miedzi i cynku.

Naukowcy dowodzą, że zmniejszenie liczby zwierząt hodowlanych i przestawienie się na hodowlę owadów przyczyniłoby się do poprawy stanu środowiska naturalnego. Nie jest bowiem tajemnicą, że tradycyjne hodowle odpowiadają za emisję 18 proc. gazów cieplarnianych do atmosfery.

Chociaż zmiana nawyków żywieniowych i kulturowych uprzedzeń wymaga czasu to szansa na wprowadzenie insektów do naszego jadłospisu istnieje. Mimo, że robaki są wciąż najbardziej popularne w Azji, Afryce czy Ameryce Łacińskiej to powoli wpełzają na europejskie stoły. W Londynie otwarto kilka restauracji serwujących owadzie dania. Można tam zamówić szarańcze smażoną na maśle smakującą jak krewetki, świerszcze w oleju truflowym z awokado i sezamem albo chrząszcze z mleczkiem kokosowym. Do tak apetycznie brzmiących potraw codziennie ustawiają się kolejki chętnych, a lokale podobno pękają w szwach. Może i wy kiedyś się skusicie?

Anna Tatka
Komentarze