Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » do poczytania  » Zaopiekujcie się moim wielbłądem

Zaopiekujcie się moim wielbłądem

2012-04-04 10:13:31

do poczytania

Lekarz dawno już chciał żebym położył się do szpitala. Ale mówię mu; jak mam pójść, kto się wielbłądem zajmie? On na to, że jak mnie nie zoperuje, to niedługo się będę wielbłądem opiekował. No to muszę Kubusia komuś oddać
fot. archiwm
Pan Czesław Dziedzic ze Stobrawy na Opolszczyźnie od siedmiu lat łazi po okolicznych polach i łąkach z wielbłądem dwugarbnym o swojskim imieniu Kubuś. Zwierzę znalazło się u niego w marcu 2005 roku. A to przez plajtę lokalnego biznesmena, który zakładał gospodarstwo agroturystyczne i nakupił do niego strusi afrykańskich, egzotycznych kóz, no i Kubusia. Interes nie wypalił, biznesmen nie miał czym karmić zwierząt. Gdy te zaczęły padać, a psy rozszarpały strusia sąsiedzi zaalarmowali inspektorów Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

- Do mnie zwrócił się nieżyjący już dziś inspektor TOZ Józef Mateuszczyk. Długo przekonywał bym wziął wielbłąda. Z początku nie chciałem. Miałem już swoje zwierzęta i pełne ręce roboty. I tu nagle taki wielbłąd! Zwierzęta to trzeba kochać, mieć do nich podejście, rozumieć je. A Kubuś jest jak dwa-trzy konie na raz i tyle też miłości, uwagi, ale i paszy potrzebuje. Proponowałem, że dam karmę dla zwierzaka, że go gdzieś przewiozę, ale nie było na niego chętnych. Wziąłem więc "na chwilę" i się z tego zrobiło siedem lat - opowiada pan Czesław.

Przeżył 66 lat, a ostatnie siedem wspomina jak pasmo przygód z Kubusiem. - To jest kawał nicponia! Bardzo silny, obrazić się potrafi. Jak kogoś nie polubi, nie podoba mu się ktoś to zbiera ślinę a potem mocno pluje. Nic przyjemnego. Choć mnie się nigdy nie zdarzyło, żeby mnie opluł. Bo Kubuś mnie zna, ma do mnie zaufanie a ja wiem, jak z nim postępować - zaznacza rolnik.

Jego spacery z Kubusiem to do dziś sensacja. - A co się wcześniej działo! Tłumy przychodziły by go oglądać. Tym bardziej więc się zdziwiłem, gdy kiedyś, jak mi się w lesie zerwał i popędził do ludzi - bo on bardzo towarzyski jest - to nagle wszyscy zaczęli przed nim uciekać. Nie było rady, musiałem go gonić - wspomina.

Albo ogrodzenia co rusz nowe musiał stawiać, bo Kubuś w mig nauczył się je forsować. - Głowę wkłada między żerdzie, a potem podnosi łeb do góry i po prostu idzie z całym płotem. Musiałem więc go na kilkumetrowym łańcuchu palować, by nie uciekał.

Trzy razy pana Czesław musiał wielbłąda ratować przed powodzią, ostatni raz w maju 2010 roku. - Tu nas bardzo często zalewa, gdy przyszła powódź musiałem uciekać wraz z całym dobytkiem. Zaprzągłem konie do wozu, naładowałem co się dało, a Kubę uczepiłem do tyłu. Chyba czuł, że żartów nie ma, bo spokojny był jak nigdy.

Gdy woda zeszła a pan Czesław mógł wrócić na swoje, tak jak i inni rolnicy dostał pomoc od gminy: 750 kg paszy dla zwierząt, w tym i dla Kubusia. - W ciągu siedmiu lat była to jedyna pomoc, jaką mi kto dla wielbłąda dał. TOZ nigdy mi żadnej karmy nie przywiózł, choć obiecywali, że będą pomagać. Na początku się tym nie przejmowałem, ale potem było już coraz gorzej. Sił już nie mam. Lekarz każe mi się kłaść do szpitala. Ja mu na to: a kto się wielbłądem zajmie? Skwitował, że jak nie operacji nie zrobi, to już długo Kubusiem się opiekować nie będę. Więc po świętach idę pod nóż. Muszę więc Kubusia oddać, bo z żoną samego zostawić nie mogę. Z tym hultajem ona nie poradzi. Jest dla niej za silny - mówi pan Czesław.

Smutno mu, bo do Kubusia się przywiązał. - Opiekowałem się, leczyłem, np. gdy poranił gardło rzucając się na śliwki, choć mu tłumaczyłem, że to nie dla niego. Co mam jednak zrobić? Nie tylko wielbłąda będę musiał oddać, także konia i krowy, ale z tym łatwiej. A wielbłąda, kto przygarnie? - martwi się rolnik.

Oprócz kłopotów zdrowotnych, nie ma już też pieniędzy na utrzymanie Kubusia. Ten zjada bowiem 2 kilogramy zboża codziennie, do tego warzywa i siana ile chce. To duże koszty. Żeby utrzymać wielbłąda, pan Czesław zaciągnął trzy kredyty. Ostatni na 8 tysięcy złotych.

W Opolskim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami mówią, że nie wiedzieli od Kubusiu. - Próbowałam odszukać jakąś dokumentację, ale nie ma po niej ani śladu. Jedynie więc co teraz możemy zrobić to pomóc w znalezieniu nowego domu - tłumaczy Agata Klimek, szefowa opolskiego TOZ.

Zaznacza, że kontaktowała się w sprawie Kubusia z opolskim ogrodem zoologicznym, gdzie jednak dla Kubusia miejsca nie ma. Ale dyrektor Lesław Sobieraj obiecał, że powiadomi inne ogrody o sytuacji wielbłąda. Słowa dotrzymał i jak się dowiedzieliśmy Kubusiem zainteresowało się już ogród "ZOO Safarii" spod Gorzowa Wielkopolskiego. Sprawa nie jest jednak przesądzona i chętni wciąż mogą się zgłaszać.

Pan Czesław mówi, że jakby kto Kubusia wziął, to łatwiej byłoby mu na te operację iść.

Izabela Żbikowska, Gazeta Wyborcza Opole
Komentarze