Gazeta.pl  | metrocafe.pl  | Poczta  | Forum  | Blogi  | Wyborcza.pl  
Pogoda  | Randki  | Gry
 » artykuły  » do poczytania  » Zapraszamy na film *Marley i ja*

Zapraszamy na film *Marley i ja*

2009-03-18 12:56:34

do poczytania

Jestem z tych psiarzy, którzy uważają, że najpiękniejszą rasą pod słońcem są boksery. I swego zdania będę bronić za wszelką cenę. Ale po obejrzeniu „Marley i ja” dochodzę do wniosku, że labradory też są ok...
Bo właśnie labrador Marley (od Boba Marleya - tyle, że nie chciał mieć na imię Bob) jest głównym bohaterem filmu „Marley i ja”. Zresztą tytuł mówi sam za siebie. Jako słodkie szczenię trafia pod opiekę młodego małżeństwa, Jenny i Johna, granych doborowo przez Jennifer Aniston i Owena Wilsona. Para właśnie przeprowadziła się do słonecznej Kaliforni, John znalazł nową pracę jako miejski reporter, a Jenny - już utytułowana dziennikarka - zaczyna przebąkiwać o dziecku. Wtedy John, na potomstwo niegotowy, inspirowany mądrą radą kolegi-playboya, kupuje jej w prezencie psa. Marleya właśnie. Para zakochuje się w nowym towarzyszu, choć szybko okazuje się, że jest to „najgorszy pies świata”.

Dlaczego? Bo Marley to żywe srebro. Nie może usiedzieć na miejscu, zamiast spacerować musi biegać, ciągle coś je, żuje, podgryza i bardzo żywiołowo okazuje swoją miłość. Znacie to skądś, prawda! Tyle, że Marleya nie da się wychować. Nie daje się okiełznać nawet doświadczonej pani treser (genialny epizod Kathleen Turner). Ta wyrzuca całą kompanię z zajęć, gdy Marley - pewnie przez te włosy, jak domniemywa John - napastuje seksualnie treserkę, biorąc ją za pudla…

Posiadanie niesfornego czworonoga przynosi jego właścicielowi nieoczekiwany zwrot w karierze. John dostaje własny felieton w gazecie, w którym ma pisać osobiste teksty, ale zupełnie nie wie, o czym. Zaczyna więc opisywać codzienne problemy z psem - relacjonuje, jak Marley zeżarł naszyjnik sprezentowany Jenny i trzeba było błyskotkę odzyskiwać z kupy; jak uciekł i trzeba go było gonić przez całą plażę; jak przywiązany do nogi stolika w kawiarni uciekł i trzeba było gonić jego i stolik; jak podczas świąt zaplątał się w choinkę i trzeba było gonić i jego i choinkę… Felietony szybko zyskują ogromną popularność stając się najchętniej czytaną częścią gazety.

Ale „Marley i ja” to nie tylko zabawna komedia o psie, choć powodów do śmiechu tu dużo. Ten film to obyczajowa opowieść o życiu i wyborach, które musimy podjąć. Widzimy, jak para powoli dojrzewa, gdy rodzi się ich pierwsze dziecko. Potem towarzyszymy w narodzinach drugiego i trzeciego. John z trudem wyzbywa się marzeń o byciu reporterem z krwi i kości - takim, który przemierza kolumbijską dżunglę, by zrobić wywiad z przywódcą rebeliantów. A Jenny rzuca obiecującą karierę, żeby nie być „mamą na ćwierć etatu”. Obojgu nie jest łatwo i oboje miewają chwile zwątpienia. Takie jak ta, gdy wycieńczona Jenny wpada w szał, kiedy Marley szczekaniem po raz kolejny budzi uśpione dzieci i każe Johnowi się go pozbyć. Ale te chwile mijają i oboje wiedzą, że Marley jest jednym z niewielu punktów stałych i dobrych w ich życiu. Że nawet najgorszy pies świata jest najlepszym przyjacielem.

I choć to, co mówi John pod koniec filmu może wydawać się truizmem, to jest głęboką prawdą. Bo żaden człowiek nie jest w stanie sprawić, żebyś czuł się tak kochany, potrzebny i wyjątkowy, jak potrafi to zrobić pies.

ol
Marley and Me
USA 2008
Komedia
Reżyseria: David Frankel
Scenariusz: Scott Frank
Obsada: Owen Wilson, Jennifer Aniston
Premiera: 20-03-2009
Czas trwania: 120 min.
Dystrybutor: Imperial - Cinepix
Komentarze
  • Panciapka

    2010-10-24 20:54:40
    Fajne
  • Panciapka

    2010-10-24 20:54:35
    :)
  • Natii

    2010-07-21 20:07:45
    Świetny artykuł ;)))
  • kamar

    2010-07-15 12:57:53
    Fajny opis, zachęcił mnie do obejrzenia tego filmu :)
  • Magda

    2010-06-14 12:48:54
    chciałabym zobaczyć ten film.Na pewno warto
  • Naama i Noe

    2009-03-22 16:41:26
    Bylimy, obejrzelismy, mocno popłakalismy:/ W rzeczywistosci nie nazwalabym tego filmu komedią.Owszem, jest mnóstwo bardzo zabawnych scen, ale..tu się kryje cos znacznie głębszego. Końcówka, jak dla mnie bardzo dramatyczna..i piękna zarazem. W sumie najgorszego momentu nie widziałam, bo głowę wtuliłam w ramię obok wyjąc po cichu. Nie mogłam spokojnie na to patrzeć, tym bardziej że w domu czekała czarna  wersja Marleya. Jednym słowem - warto. Na pewno po wszystkim jeszcze bardziej docenicie swoje zwierzaki..